Okazjonalny gracz

Traktuję gry tak samo jak książki lub filmy – jako rozrywkę, która przy okazji niesie ze sobą masę walorów artystycznych, bo trzeba być głupim, żeby nie widzieć w dobrych grach fascynującej fabuły lub pięknych realizacji graficznych. Gry to sztuka, ale nie trzeba być jej znawcą, by z nią obcować i doceniać jej zalety. Dlatego z pewnym politowaniem czytam czasem komentarze dotyczące light-playerów i ich opinii o grach. Zaatakowano tak Grzegorza Marczaka z Antywebu, gdy zajął się grami. Oskarżano go, że się nie zna, że nie poświęcił temu całego życia i że w ogóle nie powinien się wypowiadać. Aż się prosi wtedy napisać takiemu komentującemu, że nie ma bloga na miarę Antywebu, więc nie powinien się wypowiadać na temat Grzegorza Marczaka.

Gry są dla ludzi. Grom nie trzeba poświęcać całego życia. Jedni grają namiętnie, levelując swoje postaci w mmorpegach, skillując całymi nocami i dokształcając się na forach – inni pograją kilka godzin dziennie przez tydzień i gra im się znudzi. Jedni są fanami jakiejś serii, tworzą hasła do Wikipedii i odkrywają wszystkie easter eggsy – inni dają sobie na jakiś tytuł weekend i traktują rozgrywkę jako sposób na odstresowanie się po pracy. Nie ma właściwych i niewłaściwych metod grania. Ba, nawet ta powszechna pogarda dla kodów jest dla mnie przejawem jakiegoś dziwnego snobizmu. Chcesz grać w Sims3 na motherlode? A graj! Może po prostu lubisz projektować domy a nie topić postaci w basenach. Każdemu, co lubi.

Jestem casualowym graczem. Takim niedzielnym, choć są takie gry, przez które przepadam na tydzień. Mam też 30 lat, co dla niektórych wydaje się dość podeszłym wiekiem jak na gracza, ale czy Wy w pewnym wieku przestaliście czytać książki lub oglądać filmy? Czasy, gdy słowo „gra” oznaczało zabawkę dla dziecka, skończyły się. Ba, są teraz takie produkcje, które dla dzieci się nie nadają – nie dlatego, że są dla nich szkodliwe (bo w to nie wierzę), ale dlatego, że dzieci po prostu znudziłyby się skomplikowaną fabułą niektórych tytułów.

gracz

Jest tylko jedna seria, której jestem psychofanką i co do której mam pewność, że odkryłam w niej absolutnie wszystko i przeszłam ją na wszystkie możliwe sposoby. Grałam w nią w sumie kilkadziesiąt razy i wiem, że będę do niej wracać. W tej grze analizuję wszystko, na każdy temat mam coś do powiedzenia i byłabym szczęśliwa, gdybym mogła w jakikolwiek sposób wziąć udział w tworzeniu kolejnej części. W całej reszcie liczy się tylko miodność – absolutnie najważniejsze kryterium w ocenie gry. Kryterium, które można recenzować, będąc profesjonalistą i amatorem – które nie zależy ani od roku wydania ani od szaty graficznej gry. I oby tych miodnych gier powstawało więcej, choć nie za dużo, bo przestanę wychodzić z domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *