Move lub Kinect

Dwie wielkie korporacje. Dwóch wielkich konkurentów. Dwa kontrolery. I kilka milionów niedzielnych graczy do zdobycia. Kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko? Czas pokaże, ale dzisiaj spróbuję podsumować wszystkie dotychczasowe informacje o nowych zabawkach, jakimi częstuje nas Sony i Microsoft oraz odpowiedzieć na pytanie – „warto?”.

Jak wszyscy doskonale wiemy, głównym targetem nadchodzących gadżetów są ludzie, którzy z konsoli korzystają w roli odtwarzacza filmów, czy wypełniacza czasu swojemu potomstwu przy wspólnej zabawie, a z „prawdziwymi” grami mają niewiele wspólnego. Tak więc, w głównej mierze sukces Move i Kinecta zależy od produkcji, jakie ukażą się na oba kontrolery. Zanim jednak przejdziemy do ich omawiania, słów kilka o obu urządzeniach.

Sony nie kryło inspiracji konsolą Nintendo. Move wyglądem i wagą przypomina Wiilota, z tymże zakresem możliwości znacznie przekracza konkurencyjną platformę. W PS Move użyto o wiele bardziej zaawansowanych detektorów ruchu, ale w przeciwieństwie do pilota Wii, Move posiada świecącą kulkę na czubku. W jakim celu została ona tam umieszczona? W takim, żeby konsola „widziała” kontroler. Do funkcjonowania Move potrzebna jest kamera, która sczytuje położenie świecącego punkcika w przestrzeni 3D. Ponadto gadżet Sony wyposażono w żyroskopy i akcelerometry, które wiedzą w jakiej pozycji znajduje się urządzenie i z jaką prędkością się porusza. Tyle teorii, jak to działa w praktyce? Bardzo dobrze! Move jest fenomenalnie dokładny i precyzyjny. Niestety, większość gier wymaga jego częstej kalibracji, pomimo tego, że czynimy to zaraz po pierwszym podłączeniu kontrolera do konsoli.

Warto zwrócić uwagę, że do zabawy potrzebujemy sporo miejsca. Na pewno trzeba zapomnieć o graniu na siedząco, bo nie z myślą o tym Move stworzono, jak i również należy uważać na meble i odległość od telewizora, żeby przypadkiem nie uszkodzić, ani sprzętów domowych, ani domowników, którzy znajdują się w pobliżu. Skoro o domownikach mowa, często ktoś będzie chciał się dołączyć do zabawy. Niestety, będzie to mogła zrobić tylko jedna osoba, bo konsola radzi sobie ze śledzeniem czterech „różdżek” w tym samym czasie.

Czas na sprawę baterii. W PS Move na jednym ładowaniu wytrzymają, około 9 godzin, z kolei w Navi, nawet około 30 godzin gry. Sony proponuje również do swojego kontrolera różne dodatki, takie jak np. nakładka w kształcie pistoletu, czy stacja dokująca.

Jedziemy dalej. Rzeczą, najbardziej nas interesującą są oczywiście gry, którymi na starcie poczęstowałonas Sony. Nie jest ich zbyt dużo, bo jedynie cztery, licząc łącznie z Eye Petem, który na rynku jest już od dłuższego czasu, a został wydany ponownie z obsługą Move.

Sports Champions to swoisty odpowiednik Wii Sports Resort, jednak w lepszej formie. W grze mamy do dyspozycji 6 dyscyplin sportowych: ping-pong, bocce, siatkówkę, walki gladiatorów na arenie, łucznictwo oraz disc golfa. Mnie najbardziej podoba się łucznictwo (ale koniecznie z dwoma kontrolerami, bo w przeciwnym razie zabawa traci sens) oraz tenis stołowy, który jest fantastycznie grywalny. We wszystkie konkurencje możemy zagrać w trzech trybach: mistrzostwa, wyzwanie i wolna gra. Na początku rozgrywki poziom SI jest bardzo niski, ale wraz z postępem, przeciwnik komputerowy staje się coraz bardziej zaawansowanym graczem. W Sports Champions mogą bawić się maksymalnie 4 osoby, na zmianę jednym PS Move, lub dwie osoby, na podzielonym ekranie. Muszę stwierdzić, że produkcja w pełni pokazuje możliwości urządzenia Sony. Jednak jeśli mamy do dyspozycji tylko jeden kontroler, zabawa niejako traci sens, gdyż np. w łucznictwie, ciężko jest naśladować strzelanie, używając tylko jednej ręki. Niemniej, uważam, że to najlepsza propozycja startowa, z wszystkich tytułów Sony.

Kung Fu Raider to arcade w najczystszej postaci. Chińska mafia ma na oku pewnego szefa małej firmy w Hong Kongu. Będąc na jej celowniku, biznesmen jest zmuszony ratować się ucieczką… i to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o szczątkową fabułę, która w sumie nie gra, aż tak ważnej roli. Całość zabawy sprowadza się do jazdy na ultraszybkim krześle biurowym, po ruchliwych zaułkach metropolii. Do tego ciągle musimy uważać na przeszkody takie jak zaparkowane samochody, czy od czasu do czasu z piskiem plastikowych kółek krzesła, wziąć ostry zakręt. Wady? Pomimo silniku na jakim hula gra (Havok), gra wygląda bardzo przeciętnie. Ponadto rozgrywka nie oddaje w pełni możliwości PS Move, a sama zabawa, szybko się nudzi.

Start the Party to produkcja pokroju EyeToya, tyle że z facjatą Krzysia Ibisza na okładce. Sporo mini-gierek i prostych zadań typu szukania biedronek na ekranie, ale w przeciwieństwie do wyżej wymienionego tytułu, interakcji dokonujemy za pomocą PS Move, zamiast odpowiednimi gestami. Gra stricte przeznaczona dla dzieci, gdyż żaden „normalny” gracz, nie znajdzie w Start the Party żadnej przyjemności z banalnej zabawy. Na dodatek, pozycja raczej średnio pokazuje możliwości PlayStation Move.

To wszystkie gry, jakie pojawiły się już na półkach sklepów, obom PS Move. Na szczęście zapowiedziano już sporo interesujących tytułów, które ukażą się w niedalekiej przyszłości. Wymienię tu chociażby Sorcery, czyli zabawę w pseudo Harrego Pottera, zapowiadającą się świetnie, w pełni wykorzystując Move i jego możliwości. Ponadto na horyzoncie majaczy Killzone 3, który również obsłuży kontroler ruchowy, a na dodatek w trybie dla wielu graczy, pozwala na starcia między graczami, zarówno z padem jak i Move. Ekstra, prawda?

„Jesteś kontrolerem”

Z założenia miała to być innowacja, totalny odjazd i nowa era w grach wideo. Już teraz wiemy, że Kinect raczej tym nie będzie, a bardziej zabawką dla bogatych ludzi, grających „od święta”, tylko tak, aby konsola nie zarosła kurzem. Niemniej, obcowanie z Kinectem może być bardzo, bardzo fajne. Na początek jednak, wytknę kilka niepokojących mnie wad.

Coś co mnie najbardziej boli, to opóźnienie przekazywanych ruchów. Machniemy przed kamerą ręką, a konsola pokaże to dopiero pół, czy sekundę później. Dla niewprawnego oka obserwatora będzie to żaden minus, ale dla kogoś, kto na graniu już trochę wieczorów stracił i widzi różnicę między 60, a 70 klatkami na sekundę, zabawa straci wiele uroku.

Kolejny minus to cena. Amerykanie zarabiający kilka razy tyle, co Polacy w sumie nie mają na co się skarżyć, ale w naszym kraju wydatek na poziomie 600 zł może odstraszyć. Na szczęście jest o wiele bardziej opłacalny zestaw z konsolą, za 300 euro (ok. 1200 zł). Jednak Kinect nie został stworzony z myślą o zabawie w samotności. Jeśli policzymy cenę czterech Move, będzie ona oscylować w granicach 800 zł, czyli więcej niż za Kinecta, na którym mogą bawić się 4 osoby, 200 złoty taniej. Wszystko zależy od grubości Waszego portfela, bo dla kogoś 600 zł może stanowić „tylko”, lub „aż”. Na dodatek, żeby bawić się z Kinectem, potrzeba dużo miejsca. Aby kamera widziała nas poprawnie, musimy stać w odległości około 2 metrów od niej. Ponadto potrzebujemy odpowiedniej przestrzeni wokół siebie, bo przecież raczej nie chcielibyśmy uszkodzić czegoś lub kogoś w naszym otoczeniu.

Ja też mam utajoną potrzebę wydania 600zł na oglądanie wirtualnych tygrysków grających w kosza.

Kolejną rzeczą jaką należy wziąć pod uwagę, jest to, że gracze hardcore’owi nie mają raczej czego szukać. O ile czochranie tygryska (w Kinectimals) sprawi ogromną frajdę, waszemu młodszemu rodzeństwu, to już Wam, niekoniecznie. Co prawda, na czerwcowym E3, Microsoft pokazywał Forzę Motorsport z obsługą Kinecta, ale błagam – kogo zainteresuje oglądanie auta ze wszystkich stron i otwieranie w nim drzwi więcej niż jeden raz? Słowem – jeśli masz już na koncie nie jedną stoczoną epicką walkę z jakimś bossem, czy możesz poszczycić się setkami fragów, Kinect nie jest dla Ciebie. Chyba, że lubisz podskakiwać przed telewizorem, udając, że płyniesz na pontonie.

Ponarzekałem już, czas więc powiedzieć jakieś dobre słowo o kontrolerze ruchowym koncernu z Redmond. W roli, do jakiej został stworzony, spisuje się znakomicie! Idealny do zrelaksowania się po pracy, czy do wypełniania nudy swoim dzieciom. Sprawdzi się również jako rozkręcacz imprez, ale podkreślam – rozkręcacz, gdyż podchmielone towarzystwo raczej niezbyt dobrze kontroluje swoje ruchy, a o wypadek nie trudno. Wyrżnięcie głową w telewizor, czy uderzenie przypadkiem towarzysza, to niezbyt zachęcająca perspektywa.

Tak więc, czy warto wydać 600 zł na Kinecta? Moim zdaniem, nie, ale to Wam pozostawiam ocenę.

Warto?

Odpowiedź jest oczywista i jednoznaczna – tak! Jednak jest kilka „ale”. Po pierwsze, jeśli szukacie gier nie polegających na głaskaniu zwierzątek futerkowych, weźcie PS Move. Z czasem baza gier z pewnością wzbogaci się o tytuły godne uwagi „prawdziwego”gracza. O ile zaś zależy Wam bardziej na casualowym podejściu do tematu, wybierzcie Kinecta. Mnie kupiło Sony, swoją fenomenalną precyzją i obietnicą na gry bardziej dojrzałe. Wybór należy do Was.

Na ostatek zostawiłem sobie najważniejsze zagadnienie – o ile tak naprawdę lubisz położyć się wygodnie na kanapie przed telewizorem z padem w ręku, to ani Kinect, ani PlayStation Move nie jest dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *